Zadomawiam się powoli w rodzinnym domu mym. Od razu po przyjeździe rzuciłam się w wir sprzątania, bo przecież to, co nawiozłam trzeba było gdzieś upchnąć. A że na obczyźnie dokonało się cudowne rozmnożenie moich gratów, musiałam trochę staroci powyrzucać. Chwilunia... powiedziałam trochę? Z jakieś 10-12 worków śmieci poszło spokojnie! I pomyśleć, że jeszcze tydzień temu te "śmieci" leżały sobie na moich półkach i w szufladach nie mając statusu "śmiecia" i nie spodziewając się, jaki tragiczny los je spotka. To smutne.
Na regałach zrobiłam przegrupowanie moich książek (jeśli kupię sobie choć jeszcze jedną książkę, to nie będę miała miejsca, gdzie jej upchnąć). W szafie przeszafowałam półki z ubraniami. Wyrzuciłam masę kserówek, nie tylko z czasów studiów, ale - o zgrozo - nawet z czasów liceum. Rzeczy sentymentalne, do wyrzucenia których jeszcze nie dorosłam mentalnie, schowałam do ikeowskiego pudełka i postawiłam na ostatniej półce. Tak właściwie to zostało mi do ogarnięcia jeszcze biurko, ale i tak prezentuje się całkiem nieźle - kilka teczek, trochę papierów i... o nie! właśnie dostrzegłam jeszcze jedną książkę!
W ramach odstresu od sprzątania zafundowałam sobie pilates i basen, i czuję się jak nowonarodzona, tzn. będę się czuła, jak mi zejdą zakwasy z brzucha, ramion i pleców. Poza tym - wczoraj - nagle w środku dnia naszło mnie na pieczenie. No, więc upiekłam babeczki orzechowe według mojego własnego, autorskiego przepisu, który wymyślałam wczoraj. Czy się udały? Ba! I to jeszcze jak (po raz kolejny przekonuję się, że mijam się z powołaniem)! W każdym razie miałam nosa, żeby je upiec, bo wieczorem okazało się, że muszę pocieszyć przyjaciółkę i babeczki, które nazwałam "orzechankami", przydały się jak znalazł :)
Generalnie... Korzystam póki mogę, bo od przyszłego piątku zaczynam praktykę w tej austriackiej firmie doradczej :)
Na regałach zrobiłam przegrupowanie moich książek (jeśli kupię sobie choć jeszcze jedną książkę, to nie będę miała miejsca, gdzie jej upchnąć). W szafie przeszafowałam półki z ubraniami. Wyrzuciłam masę kserówek, nie tylko z czasów studiów, ale - o zgrozo - nawet z czasów liceum. Rzeczy sentymentalne, do wyrzucenia których jeszcze nie dorosłam mentalnie, schowałam do ikeowskiego pudełka i postawiłam na ostatniej półce. Tak właściwie to zostało mi do ogarnięcia jeszcze biurko, ale i tak prezentuje się całkiem nieźle - kilka teczek, trochę papierów i... o nie! właśnie dostrzegłam jeszcze jedną książkę!
W ramach odstresu od sprzątania zafundowałam sobie pilates i basen, i czuję się jak nowonarodzona, tzn. będę się czuła, jak mi zejdą zakwasy z brzucha, ramion i pleców. Poza tym - wczoraj - nagle w środku dnia naszło mnie na pieczenie. No, więc upiekłam babeczki orzechowe według mojego własnego, autorskiego przepisu, który wymyślałam wczoraj. Czy się udały? Ba! I to jeszcze jak (po raz kolejny przekonuję się, że mijam się z powołaniem)! W każdym razie miałam nosa, żeby je upiec, bo wieczorem okazało się, że muszę pocieszyć przyjaciółkę i babeczki, które nazwałam "orzechankami", przydały się jak znalazł :)
Generalnie... Korzystam póki mogę, bo od przyszłego piątku zaczynam praktykę w tej austriackiej firmie doradczej :)
No proszę, porządki pelna parą! U mnie by się takie przydaly ale jakos niemogę się zebrać w sobie żeby sie pozbyc kilku klamotów :)
OdpowiedzUsuńWystarczy mnie zaprosić :P
UsuńJa też mam tak, że jak kończy się jakiś rozdział w życiu, to potem jakoś bierze mnie na porządki. Ostatnio, jak zmieniłam pracę, po której długo nie mogłam się pozbierać, bo tak bardzo ją lubiłam..zaczęłam sprzątać w pokoju.. Zajęło mi to całe dwa dni. Wyrzuciłam masę rzeczy, innych nie miałam jeszcze odwagi.. ;)
OdpowiedzUsuńTo taki trochę złoty środek. Sprzątasz, masz się czym zająć i nie myślisz o niczym..
Na pewno wyszło Ci to na dobre ;))
Dokładnie tak! Zawsze tak mam. Generalne porządki, kiedy coś zamykam w swoim życiu :) kiedyś po każdej klasie mama kazała mi w wakacje sprzątać generalnie wszystko, kiedyś tego nie rozumiałam, ale teraz już rozumiem :)
UsuńZgadzam się z Reckless w 100%. Każdy etap w życiu trzeba uwieńczyć sprzątaniem. To także (a może przede wszystkim) sprzątanie i układanie sobie w główce. Ale działa:)
OdpowiedzUsuńZnów przypominasz mi czasu, kiedy kończyłam studia i wyprowadzałam się z akademika. Wraz z moimi znajomymi przewoziliśmy na 3 razy wszystkie graty do mojego domu (niedaleko, 25km). Ile było śmiechu, wspominania...A później zostałam sama z tym całym bajzlem na środku pokoju i zrobiło mi się mega smutno. Odkładałam to sprzątanie ile mogłam. Spałam nawet w pokoju mojej siostry, której wtedy nie było. Minęło kilka dni kiedy zabrałam się za odgruzowanie. Ciężko było, tak samo jak ponowne zaklimatyzowanie się we własnym domu. Ale zawsze musi minąć pewien czas, który jest dla nas zbawienny w tych sprawach. W wakacje poznałam mojego M. i odtąd życie stało się piękne:)
Czego i Tobie życzę:)
Zobaczymy, czy i tym razem będziemy miały coś wspólnego ;)
UsuńTeż zawsze robię takie porządki ;) ale staram się z raz w roku to wtedy nie mam 10 worków. Ale moje rzeczy też przeżyły cudowne rozmnożenie w innym mieście więc obawiam się, że też nie zmieszczą się w pokoju:D
OdpowiedzUsuńOla
Ola, ja też robiłam co roku, ale wiesz jak to jest na studiach - "a może w przyszłym semestrze mi się jeszcze przydadzą te notatki?" i tym oto sposobem przetrwały u mnie tyle lat ;)
UsuńJa sprzedaję na allegro w miarę regularnie podręczniki (swoje, mamy ze studiów, a nawet brata, które zalegały w domu:P) i dzięki temu pozbywam się zbędnej makulatury. Kseruję też najmniej jak się da, staram się wypożyczać to co potrzebne lub kupować tanio, a potem odsprzedawać i i tak wychodzę na tym lepiej niż kserowanie np. całej książki. Ale z niektórymi notatkami to pewnie i po studiach ciężko będzie mi się rozstać, bo "może do pracy się przyda" ;)
UsuńOla