Pamiętam czasy podstawówki i gimnazjum. Małe, niewinne zauroczenia w chłopakach rok, czy dwa lata starszych. Kiedy znało się ich plan zajęć lepiej niż swój. Przechadzało, niby przypadkiem, w czasie przerw pod salami, w których mieli zajęcia. Zakradało się do biblioteki w okolice kart czytelników, aby podpatrzeć ich adresy i zobaczyć, co czytają. Wychodziło się na przerwę na boisko, choćby nawet śniegu było po kolana, aby przez te magiczne 10 minut na nich popatrzeć i rzucić się im w oczy. Zaprzyjaźniało się z ich młodszymi siostrami lub kuzynkami. Czasem niby przypadkiem wracało się okrężną drogą ze szkoły, żeby zobaczyć, gdzie dokładnie mieszkają i co robią po szkole. Tak. To były czasy. Bez telefonów. Bez internetu. Człowiek był spokojniejszy, radośniejszy i niewiele do szczęścia mu trzeba było. Nie stresował się na byle dzwonek telefonu i na byle nową wiadomość w skrzynce odbiorczej, choćby to nawet był spam.
Ale jedno pozostało tak samo... ekscytacja i dziwna radość z dobrych informacji na jego temat. Proszę o trzymanie kciuków za powodzenie akcji - przyśpieszonej akcji mojego serca ;)
Zawsze lubiłam ten teledysk :)
rzeczywiście jest co wspominać :) ja pamiętam jak nie mogłem chodzić na w-f tak mi się wuefista podobał :D
OdpowiedzUsuńJa chyba w takim stanie już bym całkiem wyłysiała ;)
OdpowiedzUsuńPowodzenia :)
Ola
Kazdy to przechodzi byle odwzajemnionona byla taka znajomosc, bo to fajnie szeptem powiedziec tej drugiej osobie ze ma sie motyle ktore nie daja spokoju i cos z tym nalezy zrobic!
OdpowiedzUsuń