niedziela, 4 grudnia 2011

Jest taki stan.

Jem, bo muszę. Od północy do piątej budzę się co 20 minut. Od piątej nie śpię. Nie rozmawiam. Nie dyskutuję. Wszystko przyjmuję ze stoickim spokojem. Nie myślę. Mam nieobecny wzrok. Sprawdzam maila co 15 minut. Co pięć zerkam na telefon. W głębi duszy rozpaczam. Niecierpliwię się. Wierzę. Mam nadzieję.

Nie lubię wszystkiego, co lata: zaczynając od samolotów, kończąc na komarach, a motyle w moim brzuchu doprowadzają mnie do rozpaczy. Nie wierzyłam w miłość od pierwszego wejrzenia. Gdyby ktoś opowiedziałby mi moją historię, jako swoją, pomyślałabym, że opowiada mi jakiś film. Problem w tym, że moja historia nie chce się rozkręcić, a ja cierpię.

A z tym dniem i z naszym spotkaniem kojarzy mi się ta piosenka!

3 komentarze:

  1. witaj :)
    zaczynam Cię czytać, podoba mi się jak piszesz :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Po przeczytaniu tej notki i ja mam motyle w brzuchu ;-)
    Powodzenia :D

    Maciejka

    OdpowiedzUsuń
  3. Może uda się coś zrobić, aby samemu ją rozkręcić? Odrobina odwagi, szaleństwa, więcej nadziei...

    OdpowiedzUsuń