sobota, 21 stycznia 2012

Historia ze zdrowym rozsądkiem (daleko) w tle, cz. I.

Nadzwyczaj śmiało i szybko wykręcam numer. Pewnie dlatego, żeby się nie rozmyślić. Operator jest chyba tego samego zdania, bo niemożliwe szybko słyszę pierwszy sygnał, drugi, trzeci i...

Połączyłam się. Ręce zaczynają mi się trząść. Kobieto, weź się uspokój! Więc najspokojniej jak tylko potrafię (trudno tu mówić o spokoju, skoro moje serce wali jak szalone, cholerne motyle w brzuchu myślą, że to zabawne, jak mnie tak łaskoczą, a ciarki na całym ciele doprowadzają mnie do obłędu, nazwijmy to stanem opanowania, albo lepiej próby opanowania się!), mówię standardowe powitanie i przedstawiam się. "O! Dzień dobry Pani Klaudio!", słyszę. Czyżby się ucieszył, że dzwonię? Nie, musiało mi się wydawać. Mimo to, miło jest tak się oszukiwać, chociaż trochę, chyba mogę? Połudzę się jeszcze kilka minut, a potem wsadzę mój zdrowy rozsądek tam, gdzie jego miejsce. Bądźmy rozsądni, prawda? "Zadzwonię do Pani po spotkaniu z klientem".

No to czekam. Już nawet zapomniałam, że czekam. Rozsądek dawno wrócił na swoje miejsce. Aż tu nagle odbieram telefon i po chwili słyszę: "Jak dysponuje Pani jutro czasem?". Nie wierzę własnym uszom, wszystko wokół znowu zaczyna wirować i tracę kontakt z rzeczywistością. Czy ja śnię?

CDN.

3 komentarze:

  1. To ja obstawiam, że otrzymałaś rolę w teatrze.
    Eee, nie!
    W operze :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. No, pani magister :) to ja teraz czekam bardzo niecierpliwie na ciąg dalszy! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. no i co bylo dalej? :))) Ciekawe czy to co obstawiam ;)

    OdpowiedzUsuń