Śnieg skrzypi pod nogami. Mróz szczypie w policzki. A jedna para rękawiczek okazuje się niewystarczająca. Poza tym w takich dniach napada smok. Brzydki, metalowy, zardzewiały. I zionie ogniem. Nic przyjemnego. Pociągi się spóźniają. W autobusach nie grzeją. Samochody wpadają w poślizg. Woda na herbatę gotuje się przynajmniej dwa razy dłużej. A coca-coli nie trzeba chłodzić w lodówce. W takich właśnie katastrofalnych warunkach ludzie zbierają się na odwagę, a jedyne co im z tego przychodzi to prawda. Mnie nie przyszła. Stoję na tym, na czym stałam, ale chyba moja bajka pryska. I to wcale nie powoli.
U mnie ani grama śniegu. I dobrze, bo zimy nienawidzę. Już mróz to wystarczająca katastrofa i moje wyjścia kończą się na do samochodu i z samochodu więc jeszcze nie zmarzłam. Czekam na zapowiadane ocieplenie. Na zewnątrz i wewnątrz mnie ;)
OdpowiedzUsuńOla
No u mnie też nie ma śniegu - nie licząc tych zmarzniętych pozostałości gdzieś na trawnikach, ale w Krk wczoraj był.
UsuńGłowa do góry, w końcu przecież zrobi się ciepło!
OdpowiedzUsuńA prawda... cóż, grunt to nie tracić niepotrzebnie czasu.
Będzie dobrze Klaudia, słoneczko tak czy siak zaświeci! :)
A mnie samochód to nie chce odpalić, więc z poślizgu nici ;-)
OdpowiedzUsuńMój też ostatnio miał opory, ale dał się złamać w końcu;)
UsuńNigdy nie mow nigdy. A jak sie nie uda, to trudno. Trafisz na swojego ksiecia z bajki :)
OdpowiedzUsuńU nas jest bialo jak w bajce... i -20 za oknem :)