środa, 8 lutego 2012

O tym, jak to Dziadek pomagał koledze, a sam zdobył nagrodę.

Mój dziadek ma jutro urodziny. 73, o ile mnie moje umiejętności matematyczne nie zawodzą. Z pewnością 73. Dzisiaj w nocy jednak wylądował w szpitalu z powodu arytmii serca. Pierwszy raz w tym roku, ale nie pierwszy w przeciągu ostatnich 12 miesięcy. W sierpniu i październiku miał przeprowadzony zabieg, którego nazwa aktualnie wyleciała mi z głowy, który mu w dużej mierze pomógł, ale arytmia znów się odezwała. Właśnie dzisiaj.

Dziadkowi więc poświęcam dzisiejszy wpis, ale nie chcę, żeby był smutny, więc opowiem Wam historię osadzoną na początku drugiej połowy ubiegłego stulecia, o tym, jak moi dziadkowie się poznali.

Mój dziadek pochodzi z małej wsi w Beskidzie Żywieckim. Do GOPu po maturze przyciągnęły go możliwości - praca, studia. Zamieszkał w hotelu robotniczym. Poszedł do pracy, później na studia. W hotelu tym miał kolegę. Nazwijmy go robotniczo Zbyszkiem. I Zbyszek ten zakochał się w pewnej dziewczynie. Chciał do niej zagadać, ale strasznie się wstydził. Poprosił więc o pomoc mojego dziadka. Jeśli myślicie, że tą dziewczyną była moja babcia, to niestety muszę Was rozczarować. Nie jest to historia o tym, kiedy kolega zakochuje się w dziewczynie, w której jest zakochany najlepszy kumpel. Dziewczyna - nazwijmy ją roboczo Haliną, chociaż na 99% jestem przekonana, że tak właśnie miała na imię - miała koleżankę. I tą koleżanką była moja babcia. Były nierozłączne. Zbyszek więc będąc zakochanym w Halinie nie mógł do niej zagadać, bo moja babcia nie odstępowała jej nawet na krok. Uknuł więc razem z moim dziadkiem plan, że wspólnie zdobędą się na odwagę, by zapoznać się z dziewczynami - Zbyszek z Haliną, a mój dziadek z moją babcią, chociaż mojemu dziadkowi nie dziewczyny były w głowie, a zarabianie pieniędzy na przyszłość i edukacja. Ale wprowadzili ten plan w życie. I początkowo wszystko było jak w najlepszym z filmów. W czwórkę się spotykali i wszędzie chodzili. Do czasu! Do czasu, gdy okazało się, że związek Zbyszka i Haliny nie ma przyszłości. Za to niewiele później odbył się ślub moich dziadków, bo okazało się, że ta przyjaciółka idealnej dziewczyny najlepszego przyjaciela mojego dziadka, jest idealną dziewczyną dla dziadka (ale namieszałam!).

Historia zaręczyn jest mniej fascynująca, bo o tym zadecydowało zdanie osoby, o której u mnie w rodzinie mówi się "Babka z Załęża" i w żadnej historii nie ma ona imienia. Babka powiedziała któregoś dnia: "Wzięlibyście ślub, bo co chłopak tak będzie w hotelu mieszkał?". A czy można sprzeciwić się Babce wszystkich Babek? ;)

7 komentarzy:

  1. To ciekawe, jak czasem takie zbiegi okoliczności połaczą pierwotnie niezainteresowanych sobą ludzi, a zaręczyny zaiste po śląsku ;-)

    I dużo zdrowia dla Dziadka!

    OdpowiedzUsuń
  2. Weź napisz jakąś książkę, bo piszesz i piszesz i to ciekawie :) Aż chce się czytać.

    A Dziadkowi dużo zdrowia życzę! :)
    (moi Dziadkowie w tym roku obchodzą 61 rocznicę ślubu, drudzy 56 :))

    Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. do książki to mi trochę daleko ;)

      Usuń
    2. Się byś rozpisała to byś dała radę ;)

      Ola

      Usuń
  3. no no... duzo szczescia i zdrowka dla Dziadka :)
    Rzeczywiscie dostal piekna nagrode za dobre serce :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dużo, dużo zdrówka dla dziadziusia! *:

    OdpowiedzUsuń
  5. Ta historia jest bardzo podobna do tej, jaka przydarzyła się mojemu Maćkowi i jego bratu. :)
    Otóż, Maciek chodził z jakąś Kaśką, i kiedyś postanowili, że zapoznają ze sobą swoich samotnych bliskich: dziewczyna - przyjaciółkę, Maciek - brata właśnie. Umówili się wszyscy na podwójną randkę, w czasie której między przyjaciółką i bratem zaiskrzyło i zakochali się w sobie na zabój. :) W efekcie, są dzisiaj małżeństwem od sześciu lat i czekają na narodziny drugiego dziecka. Natomiast drogi Macieja i jego ówczesnej lubej się na szczęście rychło rozjechały, i teraz jestem JA i dziewczynki! ;)

    Wszystkiego dobrego, a zwłaszcza zdrówka, dla Twego Dziadka życzę!

    OdpowiedzUsuń