Zawsze zastanawiałam się, jak to będzie "kiedyś". Pamiętam siebie stresującą się egzaminem gimnazjalnym, egzaminem na prawo jazdy, maturą, pierwszą sesją, pierwszą sesją poprawkową, obroną licencjacką. I zawsze, ale to zawsze, myślałam, że nie dam rady. Że się na czymś wyłożę. No, bo nie da rady - jak się w siebie nie wierzy, to się nie wierzy i już.
Ale oto jestem. Dotrwałam do piątego roku. Apogeum moich obaw. I wiecie, jakie mam odczucia? Właściwie jedno. Jako studentka piątego roku zapomniałam już, jak się uczyć! Nie ukrywam, że ostatnią rzeczą, na którą ostro wkuwałam był egzamin z retoryki w czerwcu ubiegłego roku. Od tamtej pory nic! Cisza. I tak powoli nastał czas zaliczeń, z racji majowego terminu obrony. Jutro czeka mnie kolokwium, pierwsze od bardzo dawna. Od jakiegoś czasu starałam się czytać teksty, robić notatki, formułować wypowiedzi na jakieś konkretne pytania, ale nie szło mi ewidentnie. I dziś mój stan wiedzy oceniam na... hmmm... wolałabym go nie oceniać jednak.
Ale wiecie, co sobie myślę? Że zdam. No, bo kto, jak nie ja? ;)
oczywiscie, ze zdasz :) Inna opcja nie wchodzi w gre :)
OdpowiedzUsuńMnie męczą w każdej sesji niestety. Ostatnia była trochę lżejsza, ale niedużo. Teraz mam takie przedmioty, że lekko nie będzie. Ale też liczę, że dam radę, bo we wrześniu mieć poprawek mi się nie uśmiecha biorąc pod uwagę, że chcę się w czerwcu bronić.
OdpowiedzUsuńOla
Nie wiem czy to reguła, ale większość studentów którzy dotrwali do 5 roku zapomina o regularnym wkuwaniu już na na początku października. Ja też tak miałam. Pamiętam, gdy z zapałem studiowałam stosy książek i kser na początku studiów - 1 i 2 rok. Później okazało się, że taka typowa, szkolna nauka ani nie jest potrzebna ani lepiej oceniana. Więc odpuściłam i mogłam oddać się prawdziwemu życiu studenckiemu;) Przez to nie wyrzucili mnie ze studiów, a zyskałam większy dystans i do siebie, do nauki i ogólnie do wszystkiego. Skończyłam wszystko w terminie, obroniłam się i myślę, że to jest najważniejsze w tym wszystkim. Studia to taki okres gdzie naprawdę nie chodzi o ślęczenie z nosem w książkach i dobre oceny, tym samym ciągle się stresując. Raczej o to by umieć sobie radzić. W różnych sytuacjach. No i korzystać z życia, bo taki okres już więcej w naszym życiu się nie powtórzy.
OdpowiedzUsuńJa mogłam sobie dopiero tak odpuścić na czwartym roku niestety, bo do trzeciego co tydzień miałam po kilka kolokwiów, o lekturach w języku oryginału już nie wspominam nawet, bo na samą myśl mi się źle robi i kiedy już się w końcu wyzwoliłam z tej paskudnej literatury nie spojrzałam już na żadną książkę niemieckiego autora i podejrzewam, że długo jeszcze nie spojrzę :P
UsuńPodziwiam i gratuluje :) ja dotrwałem tylko do 3 semestru, znudziło się. Pewnie będę kończył studia na starość albo wcale. Na szczęście teraz nie mam takiej potrzeby. Powodzenia :)
OdpowiedzUsuńZdasz!! Trzymam mocno kciuki :)
OdpowiedzUsuń