sobota, 3 marca 2012

Piątkowa - podwójna - niespodzianka.

W piątek na 10 poszłam do pracy. Miałam niemożliwie przyjemne zajęcia z moim uczniem, z którym zajęcia zazwyczaj należały do ciężkich. Dla niego problemem było otwarcie podręcznika, skupienie się dłużej niż 10 minut i rozwiązanie paru ćwiczeń. Według niego to, czego się uczy nie będzie mu do niczego potrzebne. Sięgałam po najróżniejsze artykuły dotyczące motywacji, uczniów zniechęconych i utrzymywania zainteresowania na lekcji. Wdrażałam różne metody i triki. Do tej pory raczej to nie skutkowało, ale pozostawałam konsekwentna w moich działaniach i ustalonych zasadach. 

A wczoraj?

Jakbym miała zajęcia z innym uczniem. Coś mu się odmieniło. Nie potrzebowaliśmy ani jednej przerwy. Nie musiałam odpowiadać na ani jedno pytanie w stylu: "po co to robimy?", "dlaczego to zadanie jest takie głupie?" itp. Byłam mile zaskoczona i nawet byłam zasmucona, że zajęcia minęły tak szybko.

Później wsiadłam do pociągu i zrobiłam mojej mamie niespodziankę przyjeżdżając na weekend do domu, bo miałam przyjechać dopiero za tydzień, ale oto jestem :)

6 komentarzy:

  1. Takie niespodzianki są najlepsze! ;)
    Czasem po prostu nie ma się głowy do nauki, a innym razem z kolei chce się chłonąć wiedzę...

    OdpowiedzUsuń
  2. Takich uczniów dzisiaj jest niestety zbyt wiele. Nie wiedzą po co chodzą do szkoły, dlaczego się uczą, nie potrafią zainteresować się czymkolwiek. Obserwuję to odkąd zaczęłam pracę w szkole i to mnie chyba najmocniej zdziwiło. Wiadomo, uczniowie nie chcą chodzić do szkół, spędzać czasu na nauce. Ale nie mogę zrozumieć, dlaczego zupełnie nie mają żadnych zainteresowań. Najlepiej tylko siedzieliby. Kiedyś za moich czasów szkoły dzieciaki uwielbiały po lekcjach pograć w piłkę, poczytać książki, jakieś magazyny, niektórzy grali na jakichś instrumentach, inni oglądali filmy, ale mieli COŚ poza. Coś swojego. Dziś każdy uczeń marzy o powrocie do domu by zasiąść przed komputerem. Ech...czasami się odechciewa...A takie dni jak Twój ostatnio zdarzają się niezmiernie rzadko. Ale nasza w tym głowa, by sprawić, by było ich więcej;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ten uczeń ma właśnie swoje zainteresowanie. Trenuje zawodowo tenisa, jeździ na turnieje i planuje spędzić resztę życie na graniu w tenisa i właśnie dlatego uważa, że niemiecki mu się nie przyda, z resztą nie tylko niemiecki, ale polski, chemia, matematyka... Bo po co? Trochę mu się nie dziwię, skoro codziennie ma treningi, to nie ma ochoty na naukę, która przecież w graniu w tenisa mu nie pomoże. Ale materiał w szkole zaliczyć przecież trzeba...

      Usuń
    2. Dokładnie. Dlatego później wielu z takich dzieci rezygnuje ze swojej pasji, bo nie potrafią sobie poradzić w szkole. Rodzice naciskają, a obowiązki się piętrzą. Nauczyciele, którzy nie mają o tym pojęcia lub są mniej empatyczni nie zmierzają wcale popuszczać i tym sposobem marnują się prawdziwe talenty.

      Usuń
  3. Kiedyś jak krótko udzielałam korepetycji z matematyki miałam taką uczennicę-dziewczyna patrzyła w okno jak do niej mówiłam, a w pokoju miała wszędzie buty sportowe, piłki itp. i obstawiam, że też trenowała jakiś sport.
    Generalnie dziewczyna miała książkę z zadaniami, gdzie były przykłady wytłumaczone tak dokładnie jak chyba nigdy nie widziałam. Nawet rysunki namalowane kreska po kresce. Więc zrobienie zadań nawet niezbyt zdolnemu uczniowi nie sprawiłoby kłopotu jeśli tylko by chciał je zrobić. A potem mama umawia korepetycje i jak trafić do takiego ucznia skoro on nie chce uważać, myśleć i w ogóle nie słucha tego, co się do niego mówi. Niestety nawet super nauczyciel nic nie wbije uczniowi do głowy jeśli ten tego nie chce.
    Tymbardziej super, że Twojemu uczniowi się odmieniło. Oby nie na krótko! :)

    Ola

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie ma to jak weekend u Mamy :)

    OdpowiedzUsuń