Specjalnie na okazję tego wpisu coś, co chodzi mi dziś po głowie od rana:
Zachęcona promieniami słonecznymi, które przed południem o tej porze roku już docierają do moich znajdujących się od strony północnej okien, postanowiłam uświetnić wiosnę. W niepamięć puszczając wczorajszy śnieg, po którym śladu już nie było.
Wyciągnęłam więc z szafy: przywiezioną ostatnio z domu krótką kurteczkę, (pseudo)skórzaną w kolorze szarym, w tym samym kolorze czółenka, również przywiezione ostatnim razem i nowozakupione haemowskie zielone spodnie. Dla zdrowego rozsądku dodałam jeszcze chustę, bo jednak te 10 stopni na termometrze tak do końca mnie nie przekonywało. I wyruszyłam do sklepu.
Napawałam się lekkością, z jaką mi się szło, stukotem obcasów i tym, że wcale nie było mi zimno.
Dziś wieczorem też będę się napawać... smakiem półsłodkiego bułgarskiego wina. A co? Jak uświetniać, to uświetniać ;)
A jakże, jak jest okazja to trzeba ją celebrować;) Ja na typowo wiosenne okrycie jeszcze nie mam odwagi. Ale za kilka dni-kto wie;)
OdpowiedzUsuńTo winko tak sama czy będziesz miała towarzystwo? ;)
W towarzystwie współlokatorek :)
UsuńJa się nie porywam na takie kroki, bo jakoś nie chcę być chora, a teraz pogoda bardzo złudna. Piękna za oknem, a ciepło wcale nie jest niestety(mimo że kilka na plusie). Choć moja koleżanka ostatnio stwierdziła, że jest przecież już tak ciepło jak w maju, ale ja mam chyba inne poglądy co do tego jaka jest pogoda w maju i do takiej jej jeszcze daleko:D Wiosenno-jesienna kurtka poczeka do kilkunastu stopni, najlepiej w cieniu ;)
OdpowiedzUsuńOla