wtorek, 8 maja 2012

Pięćdziesiąt pytań - cz. II.

Migając się od niektórych pytań odpowiadam na to, o co udało się Wam zapytać, a że okazało się, że nie chcecie wcale wiele o mnie wiedzieć zebrałam ich aż czternaście!

Pierwsza trzynastka należy do Idy:

- Jaki jest Twój ideał mężczyzny?

Trudne pytanie. Wiem jedno. Jeszcze takiego nie spotkałam.

- Czy chciałabyś wrócić do któregoś z Twoich byłych?

Bez zbędnego namysłu odpowiadam: Nie!

- Najdłuższy staż związku.

Cztery lata. O jakieś trzy za długo.

- Najszczęśliwsza chwila w życiu.

Matko! Czyżbym była aż tak pusta? Czyżbym aż tak nie doceniała tego, co mam i tego, co mnie spotkało? Patrząc z perspektywy czasu, nawet jeśli kiedyś coś wydawało mi się najszczęśliwszym momentem w moim życiu, dziś już o nim nie pamiętam, a skoro niewarte było zapamiętania, to aż tak szczęśliwe nie było chyba jednak.

- Motto życiowe.

Jakoś nigdy nie dążyłam do tego, aby mieć jakieś swoje motto. Głównie dlatego, że jestem przede wszystkim językoznawcą i przy wyborze jakiegoś zdania, które opisywałoby moje życie kieruję się raczej zgrabnością doboru i łączenia słów, aniżeli jego pragmatycznego zastosowania. Kiedyś starałam się żyć według motta: "Jeśli chcę, to potrafię. A chcę!", obecnie jestem raczej na etapie "Nie obawiaj się zmian! Obawiaj się stagnacji!". Genialnie opisuje mnie też wyjątek ze "Śniadania u Tiffany'ego" zamieszczony w prawej belce na blogu. Niemniej uważam, że od motta ważniejsze są czyny.

- Optymistka, pesymistka, czy realistka?

Zdecydowanie realistka. Bywają chwile entuzjastycznego optymizmu, ale i momenty czarnego pesymizmu, jednak najczęściej staram się zachowywać równowagę pomiędzy tymi dwoma stanami. Pewnie dlatego, że nie lubię zmywać - nawet tych w połowie czystych i w połowie brudnych kubków.

- Najpiękniejsza rzecz, jaką zrobił dla Ciebie ktoś Ci bliski.

Z pewnością jest wiele takich rzeczy. Wielu z nich pewnie nie doceniam. O wielu pewnie nawet nie wiem. Nie było magicznych zaręczyn, niespodziewanych prezentów, które zapierałyby mi dech w piersiach, a o ratowaniu mi życia, czy o jakimś wielkim poświęceniu nie mam pojęcia. Wiodę najbardziej przeciętny z możliwych żywotów. Więc najpiękniejsze jest chyba to, że po prostu tu jestem.

- Bardziej jesteś związana z mamą, czy z tatą?

Związku z rodzicami nie powinno się wartościować. Bo kocham ich przecież oboje. Nie powinno się, ale... Kiedyś moim wielkim autorytetem był mój ojciec. To po nim zdecydowałam się na obranie ścieżki kariery nauczycielskiej. Do dziś jest dla mnie połączeniem dojrzałego mężczyzny i cudownego dziecka - po prostu zachował pomiędzy tymi dwoma genialną równowagę. Jestem z nim szalenie mocno związana. Do dziś staram się wybaczyć sobie, że tak łatwo wybaczyłam mu to, jak bardzo skrzywdził moją mamę. To ją podziwiam za to, że sama, na własnych barkach uniosła ten ciężar i uratowała swoje małżeństwo. I to z nią jestem bardziej związana, to ona dowiaduje się o moich fascynacjach, sekretach, planach jako pierwsza.

- Oceń Twój kontakt z rodzeństwem (o ile masz).

Mam. Brata. O osiemnaście lat i jedenaście dni młodszego. Mieszkamy oddzielnie. Widujemy się rzadko. Zdecydowanie za rzadko. Ale mimo to, kiedy już spędzam z nim czas, nie mogę się wyprzeć, że jesteśmy rodzeństwem. Po prostu za bardzo się lubimy.

- Twój pierwszy raz - rozczarowanie, czy cudowna chwila?

A od tego pytania się wymigam ;) A co! :P

- Czy jesteś uczuciowa?

Jestem. Ale łącząc to z typem introwertyka nie okazuję uczuć zbyt często.

- Jak bardzo jesteś zdeterminowana, gdy do czegoś dążysz?

W pierwszej fazie powiedzmy moja determinacja osiąga jakieś 80%, w kolejnej fazie determinacja spada tak do 30-40%, w fazie końcowej sięga ona szczytu - 99,9%. Jestem człowiekiem-organizatorem. Uwielbiam planować. A kiedy już sobie wszystko idealnie zaplanuję na scenę wkracza mój słomiany zapał. Kiedy jednak dead-line zbliża się w zastraszającym tempie robię wszystko, co w mojej mocy, żeby osiągnąć to, do czego dążę.

Czternaste zadała Ola:

- Jaką największą niespodziankę zrobił Ci ktoś w życiu?

Pozytywną, czy negatywną? ;) Takiej największej-największej to chyba nie mam, bo nie wiem co wybrać. Ludzie generalnie nie robią mi niespodzianek zbyt wiele, bo ja jestem typem człowieka, który lubi, gdy wszystko jest przewidywalne i zaplanowane, a jak coś idzie nie według mojego przemyślanego planu robię się niemiła (i ludzie o tym wiedzą), więc większość niespodzianek ogranicza się do jakichś niespodziewanych prezentów drogą pocztową, listów albo niespodziewanej wizyty urodzinowej. Nie liczę oczywiście niespodzianek losowych, do których należą takie rzeczy, jak spotkanie miłego faceta, kawa z nim, dostanie się na studia, znalezienie portfela, spotkanie z obcokrajowcem i cała masa rozmów kwalifikacyjnych, które odbyłam w ostatnim tygodniu.

4 komentarze:

  1. Podziwiam za szczerość i obszerność odpowiedzi oraz czas temu poświęcony :-)
    I wiesz co, lata mijają odkąd Ci towarzyszę, więc wielkich zaskoczeń nie było ;-) Mam nadzieję, że rozumiesz o co mi chodzi. Ciekawe, czy jakbyśmy się spotkały moje wyobrażenie o Tobie też by się zgadzało :-)

    Pozdrawiam mocno i powodzenia przed końcem świata i na rozkręcających się rozmowach.

    Maciejka

    OdpowiedzUsuń
  2. A to Ci dopiero :)) Po tym co przeczytałam to odnoszę wrażenie że znam Cie trochę lepiej i nakreślił mi się pewien obraz Twojej osoby - mam nadzieję że trafny :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Też mam tak z tym planowaniem i jestem niemiła jak coś nie idzie po mojej myśli, co bardzo denerwuje moją Mamę ;)
    Podziwiam, że Ci się chciało aż tak obszernie na wszystko odpowiedzieć :) A co dopiero jakby 50 było:D

    Pozdrawiam, Ola :)

    OdpowiedzUsuń