sobota, 12 maja 2012

Rozprawiam się z informacją "O MNIE".

Postanowiłam rozprawić się sama ze sobą. A co! Długo myślałam, jak zgrabnie ubrać w słowa kwintesencję mojej osobowości. Aż w końcu powstała notatka, którą w prawie niezmienionej formie możecie oglądać w prawej belce mojego bloga od początków jego istnienia.
"Nieodrodna córka swoich rodziców, nie tak całkiem dorosła, jakby tego chciała, nauczycielka z przekonania, pisarka amatorka, relaksująca się podczas jazdy samochodem kobieta, która ceni przede wszystkim przyjaźń, szczerość i niezależność!"
No to lecim z tym koksem!

Jestem nieodrodną córką swoich rodziców. Tak, tak. Nawet gdybym bardzo chciała się uprzeć i udowodnić, że nie mam z moimi rodzicami nic wspólnego, byłoby to po prostu niemożliwe. I nie mówię tu nawet o cechach zewnętrznych, jak kolor włosów, oczu, kształt nosa, szerokość bioder, czy wzrost, ale o przyzwyczajeniach, spojrzeniu na życie, toku myślenia, poczuciu humoru, itd., itp. Po prostu wyrzec by się mnie nie mogli, i już!

Jedną właśnie z tych cech, które łączą mnie z moimi rodzicami, jest to, że nie jestem tak całkiem dorosła, jakbym tego chciała i myślę, że nigdy nie pozbędę się tego pierwiastka wiecznego dziecka, który we mnie tkwi, a w moim przypadku jest on bardzo duży.

Nauczycielka z przekonania - kiedyś myślałam, że z powołania, ale dość szybko zweryfikowałam tę prawdę o sobie. Wolę nie szafować tak wielkimi słowami, jak powołanie. Ja po prostu jestem przekonana, że chcę i lubię być nauczycielką, mimo że chwilowo szukam pracy w zupełnie innej branży.

Pisarka amatorka. Właśnie... czy jestem aby pisarką amatorką, czy raczej amatorką pisania? Mam co prawda na swoim koncie ze dwa ogólnopolskie literackie wyróżnienia i dwa trzecie miejsca, ale wstyd się przyznać... pisałam głównie po to, aby zarobić pieniądze, a nie dlatego, że potrzebowałam tego dla siebie, ani nie dlatego, że chciałam przekazać światu zwiewne myśli błąkające się w moim umyśle. Od czasu do czasu napiszę coś sama dla siebie. Od czasu do czasu przeglądam różne portale literackie, jednak bardziej skłaniałabym się ku wersji, że jestem po prostu amatorką pisania, jednak pisarka amatorka ładniej brzmi ;)

Kobieta, która relaksuje się podczas jazdy samochodem. Kwestii kobiecości nie będę poruszać, musicie przyjąć na słowo, że jestem kobietą. O jeździe samochodem już też kiedyś wspominałam. Jest to dla mnie ostatnia rzecz, z której chciałabym zrezygnować z własnej woli - musiałyby mnie do tego zmusić czynniki zewnętrzne, głównie finansowe, abym zrezygnowała z tej przyjemnej dla mnie czynności.

I tak! To prawda, że cenię sobie przede wszystkim przyjaźń, szczerość i niezależność. Moi przyjaciele mają dla mnie ogromną wartość. Z racji tego, że mam małą rodzinę, to traktuję ich jak jej członków. Szczerość, mimo że czasem przychodzi z trudem, też jest dla mnie bardzo istotna i uważam, że to właśnie ona jest najistotniejszym czynnikiem pozwalającym na zbudowanie zdrowych związków międzyludzkich.

I ostatnia sprawa.
Niedzisiejsza? Tak się stało. Przez majowy weekend rozmyślałam o sobie w kontekście świata mnie otaczającego. I doszłam do takiego oto wniosku, że ja jestem jakaś niedzisiejsza. Zupełnie nie przystaję do tego, co jest wokół mnie. Różnię się od innych ludzi do tego stopnia, że mam wrażenie, że pochodzę z innej epoki. Minęłam się z moją świadomością o jakieś minimum 50 lat. I tak oto postanowiłam zmienić nicka.

Uff. To by było na tyle.

Miłego weekendu wszystkim życzę :)

7 komentarzy:

  1. Uuu...pisarka... moze kiedys wrzucisz tutaj jakis swoj tekst? Bardzo chetnie go przeczytam :)
    a z ta niedzisiejszoscia jest nas jednak chyba troche wiecej ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ładnie to wytłumaczyłaś ;))

    OdpowiedzUsuń
  3. No prosze ile sie tu o Tobie dowiedziałam :)0

    OdpowiedzUsuń
  4. To prawda, widać i czuć, że lubisz pisać :) A wychodzi Ci to niebywale świetnie:) Z przyjemnością się czyta:)

    Ja też kiedyś popełniłam taką notkę o sobie. Wiem, że to trudne. Nie wiem jak Ty, ale ja w niej nie wyczerpałam tematu. Chyba to jest nierealne.

    Niedzisiejsza? Mi pierwsze skojarzenie podpowiedziało coś w stylu, że jesteś 'wczorajsza' ;P

    OdpowiedzUsuń
  5. Wczorajsza też czasem bywam :P

    OdpowiedzUsuń
  6. ahaa czyli stąd zmiana nicka :))
    Ja prawo jazdy mam, natomiast ostatnią rzeczą którą bym zrobiła, to wsiadła za kierownice, nie to że nie lubie, ale boje się strasznie, w ogóle nie panuje nad autem, raczej ono nade mna :D Długo uczyłaś się jeździć ?? Tzn. nie chodzi o zdanie egzaminu tylko o dojście do wprawy?

    OdpowiedzUsuń
  7. Hmmm... wiesz co... ciężko tak powiedzieć. Bo zrobiłam prawo jazdy ponad 5 lat temu i zaraz po odebraniu prawka dużo jeździłam i nawet dość swobodnie, ale nie powiem, że czułam się jakoś super pewnie, bo musiałam zweryfikować to, czego nauczyłam się na kursie z tym, co czekało mnie na drodze, a to naprawdę bywają czasem dwa różne światy.
    Później miałam sporą przerwę, ale jak tylko odebrałam mój własny samochód i musiałam jeździć codziennie po 40-50 km to wprawa przyszła dość szybko i po miesiącu już czułam się oswojona. Ale zawsze znajdzie się coś, co mogłabym robić lepiej. Nauka jazdy to sprawa dość indywidualna i różnie każdemu przychodzi - innym szybciej, innym wolniej.
    Ale wiem jedno, nie powinnaś się bać samochodu, bo to Ty jesteś kierowcą. Powinnaś się z tym oswoić. Wiadomo, że na początku jest ciężko, ale nie można się zniechęcać, gdy np. jakiś bieg nie wskakuje, albo silnik gaśnie - takie rzeczy zdarzają się każdemu - nawet tym, którzy bez problemu zdali egzamin -, a jeżdżąc częściej można je tylko szybciej wyeliminować.

    OdpowiedzUsuń