"Fantastycznie! :)"
"Aaa! Gratuluję! :)"
"To naprawdę superwiadomość! :)"
"O rany! :) Gratulacje!"
"Nawet nie wiesz, jak się cieszę! :)"
Cholera!
Sęk w tym, że ja naprawdę się cieszę. Gdybym tylko kłamała, to nie byłoby to nawet takie straszne. Ale ja naprawdę się cieszę.
Cieszę się!
Cieszy mnie radość i szczęście innych, zwłaszcza osób mi bliskich, którym z całego serca życzę szczęścia. Tylko czuję się rozdarta. Tak bardzo rozdarta, bo jednocześnie im zazdroszczę.
Tak! Zazdroszczę!
Nie boję się tego słowa. Dotarło to do mnie w końcu.
Kiedy dziś dostałam sms'a od mojego dobrego kolegi z informacją, że się zaręczył, pierwszy raz w życiu miałam okazję doświadczyć na własnej skórze radości przez łzy, przez potok łez! Do tej pory przyjmowałam takie wiadomości ze spokojem wewnętrzno-zewnętrznym. Cieszyłam się, a jakże! Bardzo nawet! W środku było mi trochę smutno, ale radość ze szczęścia innych tłumiła uczucie smutku. Dzisiejsza wiadomość jednak sprawiła, że coś we mnie pękło.
O jedne zaręczyny za daleko po prostu.
Nie mam już siły na kolejne...
nie martw sie... doczekasz sie i swoich. Tez kiedys myslalam tak jak ty i co? za 50 dni wychodze za maz.
OdpowiedzUsuńLiczę na to, że się doczekam :) tylko już mnie to przygnębia, że wszyscy już, a ja jeszcze nie, chociaż tak naprawdę to jeszcze nie chcę, tzn. chcę, ale nie "pełnowymiarowo"...
UsuńChcę spotkać kogoś przy kim nie będę musiała się zastanawiać, a czuję, że jeszcze sporo czasu minie, zanim kogoś takiego poznam.
Klaudia, uszy do góry, taka jesteś jeszcze młodziutka :) życie przed Tobą, będzie dobrze!
OdpowiedzUsuńUwierz, że gdzieś za rogiem czeka Miłość, cierpliwości kochana!
Miałam 26 lat gdy rozpadł się mój 4-letni, zaawansowany w planach związek. Najbardziej się bałam, że zostanę starą panną, bo już wszyscy fajni zajęci. Okazało się, że nie, a znalazłby się jeszcze nie jeden.
Niedługo potem poznałam Maćka :)
Uściski.
Dziękuję za wsparcie:* Staram się być cierpliwa. Mam nadzieję, że się opłaci ta moja cierpliwość. Aż tak znowu mi się nie śpieszy, ale dołuje mnie to, że inni już są zdecydowani, wiedzą czego chcą, a ja nie :(
UsuńHej Dziewczyno, głowa do góry, co to za smutna mina... ja na swoje zaręczyny czekałam 27 lat mojego życia :))) Doczekasz się i Ty :) Jestem tego pewna :)
OdpowiedzUsuńNie wiem, dlaczego, ale skojarzyło mi się: "Hej dziewczyno, spójrz na misia" :)
UsuńRozumiem. Choć u mnie już prawie wszyscy zaręczeni lub po ślubach. Ale i "samotnych" znajomych mam bardzo dużo. I nie wiem w sumie z czego to wynika.
OdpowiedzUsuńAle i na nas przyjdzie czas, wiara czyni cuda :)
Ola
P.S. Za 2 tygodnie idę na wesele do kuzynki 3 lata młodszej ode mnie. I jednak trochę mi z tym dziwnie.
No, mnie jest dziwnie, jak spotykam koleżanki młodsze ode mnie o dwa, trzy lata, a one już z małymi dziećmi latają, więc wyobrażam sobie.
UsuńBardzo podoba mi się ta notka, choć wiadomo, że trudna dla Ciebie.
OdpowiedzUsuńI ja długo czekałam, ale warto było :-)]
Maciejka