sobota, 21 lipca 2012

Kobieco. A co!

Nie znosiłam zapachu lakieru do paznokci. Ani zmywacza. O! Tego, to już w ogóle. Nie malowałam paznokci, bo jakoś nigdy mi to nie wychodziło. Gdzie tam paznokci! Nie potrzebowałam szminki. Nie tuszowałam rzęs. Nie używałam podkładu. Kremu tonującego. Ha! O kredce do oczu nie wspomnę nawet. A puder? Phi!

Były takie czasy, oj były. I to nawet całkiem niedawno! Coś się jednak zmieniło. Najbardziej dziwi mnie jednak to, że stan mojego inwentarza lakierów do paznokci uległ znacznemu powiększeniu! Zakładając, że miałam na stanie jeden lakier - bezbarwny, to uległ on pięciokrotnemu rozmnożeniu - w te bardziej barwne borda, granaty, róże i błękity. I to w ciągu zaledwie czterech miesięcy! Strach pomyśleć, co będzie za kolejne cztery! Nawet nauczyłam się malować paznokcie tak, że nie przypominają one totalnej masakry (powiedziałabym, zgodnie z moim rytuałem: teksańskiej masakry piłą mechaniczną, ale skojarzenie palców i piły nasuwa jednoznaczny obraz przed moimi oczyma, więc pozostańmy po prostu przy masakrze, ewentualnie lakierniczej). Dziś zapach zmywacza mi nie przeszkadza, a zapach lakieru lubię. Jak to się człowiek może zmienić. No!

A propos... spotkałam się ostatnio z koleżanką po latach. Dokładnie po 9 latach. Gdy się ludzie tyle czasu nie widzą, nie rozmawiają, to naprawdę takie spotkanie może być... dziwne - po prostu dziwne. Nigdy nie wiadomo, jak ktoś mógł się zmienić przez ten czas. Zwłaszcza, że mówimy o przestrzeni 9 lat, które obejmowały całe liceum i całe studia, a wtedy człowiek chyba najbardziej się zmienia. Co prawda kiedyś się z G. przyjaźniłyśmy, ale kontakt nam się urwał. Inne miasta, co prawda sąsiadujące. Inne szkoły. Nowi, inni znajomi. Było to jeszcze w czasach, kiedy nastolatki nie miały telefonów komórkowych, najważniejsze rozmowy odbywało się na przerwach i w drodze ze szkoły do domu, a z wakacji wysyłało się listy z widokówkami, a nie MMS'y. Wracając do spotkania... Było po prostu miło. Bez rewelacji. Bo i ja byłam spięta, i ona też. Być może uda nam się spotkanie powtórzyć i wtedy atmosfera będzie przyjemniejsza. Może.

Chwaliłam się Wam może moją grupą z angielskiego? Bardzo ich lubię. Wszystkich. Łącznie z lektorami. Już czuję, że będzie mi ich brakować od sierpnia. Człowiek się jednak przywiązuje do kogoś, kogo spotyka regularnie codziennie na kilka godzin.

Tymczasem idę spać, ponieważ jutro (dziś) wielki dzień - dzień panieńskiego z motywem przewodnim Alicja w Krainie Czarów!

Życzę miłego weekendu :)

3 komentarze:

  1. Kurczę, czasami mam wrażenie, że czytam o sobie ;)
    Też dziwnie mi przybywa kolorowych lakierów do paznokci, a kiedyś tylko bezbarwny można było znaleźć w mojej szufladzie.
    Koleżanki się zachwycają i dziwią, ale niestety jak spotykam się z płcią przeciwną to marudzą i narzekają na te paznokcie ;)
    Zmywacz używam z Avonu (ciekawe czemu z tej akurat firmy:P-w sumie lakiery też i to mnie zgubi w końcu, bo fajnie się zamawia nie wychodząc z domu), który nie śmierdzi więc mi zapach nigdy nie przeszkadzał.

    Miłej zabawy życzę! :)

    Ola

    OdpowiedzUsuń
  2. Hehe, lakiery do paznokci to moja specjalność ;) Nie wyobrażam sobie nie używać tych kosmetyków;) Tak samo, jak tuszu, podkładu czy różu. Nie wychodzę z założenia, że jestem piękna taką jaką mnie stworzyła natura, więc zawsze trochę jej 'pomagam' ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wbrew powszechnej opinii ludzie się zmieniają, co zresztą widzisz sama po sobie i po koleżance zapewne też. A jak po panieńskim?? :)) Ciekawa jestem zwłaszcza tego motywu Alicji
    :)))

    OdpowiedzUsuń