niedziela, 15 lipca 2012

Lipcowy zawrót głowy.

I like it! I really like it!

Tak to jest, że cisza na blogu wiele mówi o jego autorze. Może zwiastować brak czasu, lenistwo autora, brak silnej woli, zniechęcenie, brak zainteresowania. I u mnie to się potwierdza. U mnie cisza też coś zwiastuje. Mianowicie - zawrót głowy.

Wychodzę z domu przed ósmą, osiem godzin w pracy, godzina z tanim obiadem, trzy godziny angielskiego, bieg na autobus i zaledwie o 21:30 jestem już w domu ;) W sam raz na to, żeby coś zjeść i położyć się spać. Ale lubię to. Świadomość, że się coś dzieje, robi, a nie bezsensownie spędza się czas. Jedyne, czego mi brakuje, to czas na czytanie książek, ale odrobię sobie w sierpniu.

Pozostałe weekendy do końca lipca, podobnie jak te dwa, które już były, mam zaplanowane. Te najbliższe zarezerwowane mam na dwa wieczory panieńskie. Oba będą dwudniowe. Jeden 50, a drugi 90 km ode mnie. Jednego z nich jestem współorganizatorką - zapytacie, kiedy mam na to czas. Ano jeszcze trochę udało mi się go wygospodarować. Planowałyśmy z dziewczynami wszystko wieczorami na facebooku, a wczoraj pojechałyśmy na zakupy. Wydałyśmy tyle pieniędzy, że strach się bać, a to jeszcze nie wszystko.

Tymczasem siadam do podręczników z angielskiego, bo mam w tym tygodniu test, proszę trzymać kciuki w środę ;)

4 komentarze:

  1. Ja lubię byc w takim ciagłym biegu bo mam wtedy poczycie że nie tracę czasu... ale potrzebuje w tym wszystkim jakiś jeden dzień dla siebie żeby odpocząć i się zrelaksować :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja przez ostatnie miesiące miałam taki szybki bieg przez płotki z pracą i innymi obowiązkami, więc miałam już dość;) Lubię jak coś się dzieje, ale jeśli w ciągu dnia nie mam choć chwili czasu dla siebie to robi się to uciążliwe. Ważne, by się w tym wszystkim odnaleźć;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Trzymam z caaaaałej siły! ;*

    OdpowiedzUsuń