sobota, 8 lutego 2014

Squash.

Byłam.
Zagrałam.
I zagram na pewno jeszcze nie raz, ale...

ale najpierw muszę pozbyć się zakwasów!
(A co chwila odkrywam jakiś nowy mięsień, o którego istnieniu do tej pory pojęcia nie miałam)

Po 10 minutach na korcie czułam już zmęczenie materiału, a to był dopiero początek.

Niemniej gra naprawdę fajna.
Poszłam ze znajomym, który już kiedyś grał i wyjaśnił mi wszystko, co i jak.
Był dla mnie bardzo łaskawym instruktorem i dał czas na spokojne wdrożenie.

Zdecydowanie polecam! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz