Był prawie tak dobry, jak maminy. Prawie robi oczywiście wielką różnicę, ale był na tyle smaczny, że jestem z niego dumna. To mój drugi samodzielny rosół w życiu. Jedyną różnicą jest to, że w moim studenckim garnku nie było miejsca na wołowinę.
Samotny weekend we Wrocławiu nie zmusił mnie do intensywnej pracy nad moją pracą magisterską (choć co nieco zrobiłam) i nie zmusił mnie też do intensywnej pracy na pracą zaliczeniową (choć co nieco zrobiłam), za to zmusił mnie do ugotowania domowego rosołu na poprawę humoru. I uważam ten fakt za mój największy weekendowy sukces :)
Zatem bardzo gratuluję... Choć doskonale rozumiem, nie ma to jak przysmaki mamy ;)
OdpowiedzUsuńZ gotowaniem to u mnie tak było, że powoli, po troszku przełamywałam kolejne "tabu" (czyli jakąś tradycyjną potrawę, o której myślałam, że nigdy nie zrobię tak smacznej, jakbym chciała) i już wiele potrafię. Ale nadal nie wszystko - wyobraź sobie, że nigdy w życiu nie zrobiłam bigosu ;-)
OdpowiedzUsuńMaciejka
->Vide Cul Fide: Przysmaki mamy są oczywiście najlepsze, ale wkraczam już w taki okres i etap w moim życiu, że robię w kuchni wiele "po swojemu" i moja mama ode mnie to przejmuje :D No, ale rosół to jednak rosół, nie ma co ukrywać.
OdpowiedzUsuń->Maciejko, czas więc spróbować przymierzyć się do bigosu! :) chociaż chyba właśnie trudno przełamywać takie tradycyjne potrawy, bo jak coś jest tradycją, to jest tradycją i już, a w tradycji niekomfortowo coś "mieszać" ;)
No tak, zawsze warto wymieniać się "doświadczeniami" :)
OdpowiedzUsuńOj, marzy mi się taki pyszny rosół! Uwielbiam rosołek. Dzisiaj w nocy mi się śnił :) Obudziłam się rano z zamiarem ugotowania, ale odłożyłam to na jutro z braku kilku składników i chęci na wycieczkę do sklepu... :)
OdpowiedzUsuńA ja nie przepadam za rosołem, choć jak nie jest tłusty to ujdzie ;) Ogólnie nie lubię obiadów i nie mam swoich ulubionych dań robionych przez mamę. Może to też dlatego, że najpierw gotowała jedna babcia, a potem druga i już wtedy ciężej mi się było przestawić na inną kuchnię. Stąd nie mam domowych obiadków, z którymi tęsknię.
OdpowiedzUsuńOla