W mieszkaniu unosi się goździkowo-rumowy zapach pierników. Robi się powoli świątecznie. Zwykle pierwsza partia pierników rusza w pierwszą lub drugą niedzielę adwentu. W tym roku wypadnie mi jednak wyjątkowo wiele osób do obdarowania piernikami własnej roboty, dlatego zaczęłyśmy z mamą piec już dziś. Do pieca poszły cztery blachy, około 150 pierniczków, które teraz będą leżakować w puszkach i stopniowo, stopniowo mięknąć, do czasu aż będą na tyle dorosłe, by móc je udekorować polewami, posypkami, lukrami i innymi cudeńkami :)
Narobiłaś mi smaka :D
OdpowiedzUsuńNiesamowity zwyczaj odarowywania piernikami :-)))
OdpowiedzUsuńPysznie wygladaja, takie smakowite
OdpowiedzUsuńSię okaże, czy takie smakowite też będą ;)
OdpowiedzUsuńPozwolę sobie zakrzyknąć - PRZEPIS!!! Proszę! Ja robię według jednego i tego samego od lat, i raz wychodzą pyszne, raz twarde jak chleb krasnoludów, raz miękną po kilku tygodniach, raz wręcz przeciwnie... Potrzebuje czegoś sprawdzonego!
OdpowiedzUsuńU mnie nigdy się nie robiło pierniczków więc nie tęsknię za zapachem. Poza tym chyba bym zjadła je póki chrupiące ;)
OdpowiedzUsuńOla