czwartek, 24 listopada 2011

Z serii: Przyjaźń. Odcinek 1: Przywracanie do pionu,...

...czyli o tym, jak zrobić małe pranie mózgu i usłyszeć słowa wdzięczności.

Nie mam wielu znajomych. Gdyby tak zliczyć osoby, z którymi chętnie umówiłabym się na kawę, żeby obgadać stare czasy, porozmawiać o tym, co u nas, zwierzyć się, pochwalić się planami na przyszłość, czy po prostu spędzić czas, żeby się odstresować, zliczyłabym ich może do... dwudziestu? (Z perspektywy trzech szkół, dwóch uniwersytetów, szkoły językowej i szkoły muzycznej - o innych zgrupowaniach, do których należałam nie wspomnę nawet, to naprawdę niewiele) Wśród tych dwudziestu osób są osoby wyjątkowe, obdarzone szczególnym zaufaniem, zainteresowaniem, troską i uczuciem. I mam tu na myśli moich przyjaciół. Są mi oni bardzo bliscy. Nie bez powodu w moim profilu umieściłam informację o tym, że przyjaźń jest jedną z najważniejszych wartości, które cenię w moim życiu. Tak jest w istocie. Dla każdego z nich chcę jak najlepiej i jestem w stanie wiele poświęcić.

Ostatnio przyglądałam się relacjom z moimi przyjaciółmi i zauważyłam, że każda z nich wygląda inaczej, każda jest specyficzna, wyjątkowa. Nie różnią się one pod względem intensywności mojego zaangażowania, ale sposobu.

M. to moja przyjaciółka z czasów pierwszych studiów. Kobieta o niesamowitej urodzie, wrażliwości i, mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka, pewności siebie. Jednak tego ostatniego zdecydowanie jej brakuje. Do dziś nie mogę zrozumieć dlaczego brak jej wiary we własne możliwości, a często nawet samoakceptacji. Bardzo często nasze spotkania - te w realu i, z racji mojego czasowego zamieszkania we Wrocławiu, te bardziej wirtualne - przybierają formę terapii, podczas której staram się wysłuchać, obiektywnie ocenić sytuację, zadać kluczowe pytania, na które powinna sobie sama odpowiedzieć, dodawać jej pewności siebie i siły. Niczego jej nie narzucam. Czasem zdarzy mi się na nią nakrzyczeć, powiedzieć, że coś robi naprawdę głupio i podsuwać jej bardziej zdroworozsądkowe rozwiązanie. Jednak ostateczna decyzja należy i tak do niej. M. nazwała to kilkakrotnie "praniem mózgu" lub "przywracaniem do pionu". Moje pierwsze negatywne konotacje związane z "praniem mózgu" zniknęły w momencie, gdy M. podziękowała mi za to, co robię. Dzięki temu wiem, że ma to sens.

Bo lubię czuć się potrzebna.

1 komentarz:

  1. Czasem slowo przyjaciel bywa zwodnicze ale dobrze jesli ma sie przyjaciela, czasem nawet nie wiemy ze ktos inny czeka na nasza przyjazn tyle ze jej nie okazujemy, w sumie nasze zycie stale nastawione jest na nieustajace poznawanie to nieodlaczny element takiej zyciowej skladanki

    OdpowiedzUsuń