Doszłam do wniosku, że rzadko mi się zdarza robić coś bezinteresownie. Zdecydowanie za rzadko. Ale wczoraj...
Wczoraj poznałam w pociągu relacji Kołobrzeg-Kraków na trasie Wrocław-Katowice obcokrajowca, jak się okazało później, Austriaka. Miał pecha chłopak, bo wyszedł z założenia (cóż w 99,9% miał rację, ale trafił akurat na ten niewielki odsetek, do którego ja się zaliczam), że w Polsce ludzie lepiej mówią po angielsku niż po niemiecku i próbował się dowiedzieć ode mnie - mówiącej ciekawą dziesięciowyrazową odmianą angielskiego - jak dojść z dworca PKP w Katowicach na dworzec PKS (wytłumaczenie tego po polsku jest nie lada wyzwaniem przy dzisiejszym rozkopaniu Katowic, a co dopiero po angielsku!). Widząc jednak, że nie dowie się ode mnie niczego konkretnego, skapitulował, a resztę trasy przejechaliśmy w milczeniu. Po wyjściu z pociągu, próbował dowiedzieć się tego samego od taksówkarza. Ten z kolei skierował go do parkingowego, który starał mu się wytłumaczyć drogę po polsku. I wtedy przywróciłam sama siebie do pionu i powiedziałam: "Klaudia! Kobito! Ile Ty masz lat!? Już, idź do niego i zapytaj się, czy nie zna przypadkiem niemieckiego!". Wtedy powiedziałam magiczne słowa: "Do you speak german?" I stało się! Na twarzy obcokrajowca pojawił się uśmiech. Dotarliśmy razem na dworzec PKS rozmawiając po niemiecku. To był mały krok dla ludzkości, ale wielki dla człowieka. Wielki dla mnie :) Dla obcokrajowca również, bo zdążył na autobus do Wiednia. Zastanawia mnie jedynie, po co jechał z Wrocławia do Katowic, żeby dojechać do Wiednia? Ale nie wpadłam na to, żeby go o to zapytać :)
Piosenka na tą okazję: zdecydowanie pozytywna :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz