sobota, 18 lutego 2012

Skończenie magisterki - podejście pierwsze.

Sobota. Południe. We Wrocławiu za oknem powódź. Śnieg, który spadł przed kilkoma dniami topnieje w zastraszającym tempie. Nie powiem, żeby mnie to jakoś szczególnie martwiło, ale mógłby trochę zwolnić, bo wyjść się z domu nie da. Z resztą dziś nie planuję. Dziś jest dzień pierwszego podejścia do skończenia magisterki. A mam zamiar zakończyć ją w dwóch podejściach. Mam na to całe popołudnie. Wczoraj nagotowałam pomidorówki na co najmniej trzy obiady (moja pierwsza pomidorówka, ale chyba najsmaczniejsza, jaką przyszło mi kiedykolwiek jeść, coraz częściej przekonuję się, że mijam się z powołaniem), więc o gotowanie dziś martwić się nie muszę.
Rozsiadłam się więc w fotelu. Z maseczką na twarzy (wszak trzeba czasem o siebie zadbać), herbatą na taborecie obok, materiałami na podłodze, komórką pod ręką, dwoma zakreślaczami, dwoma długopisami i... obejrzałam na dobry początek serial. Pokój się już w międzyczasie wywietrzył, więc jeszcze tylko posłucham tego i zabieram się do pracy :)

3 komentarze:

  1. Magisterka w dwóch podejściach?! Wow, ja siedziałam 2 miesiące dzień w dzień (roboczy) i tylko popołudniami (dopołudnia w pracy i zupełnie wolne weekendy).

    POWODZENIA!

    Maciejka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maciejko, skończenie magisterki jedynie, a nie cała magisterka ;) Aż tak dobra nie jestem ;)

      Usuń
  2. Dobrze, że po serialu już bierzesz się do pracy, bo znam osoby, którym potrzeba by było dłuższego czasu by w ogóle zebrać się do podejścia ;)
    POWODZENIA :))

    OdpowiedzUsuń