Ze względu na brak czasu wszystkie książki, poza podręcznikiem Face2Face, który - swoją drogą - uwielbiam, poszły w odstawkę. Larssona, dla odpoczynku od grubych tomiszczy, odstawiłam jeszcze w marcu, ale sięgałam od tego czasu po inne książki - jak np. całą serię Igrzysk Śmierci. O ile jeszcze w czerwcu czytałam "Księżniczkę z Lodu" Camilli Laeckerberg i kończyłam ją w pierwszych dniach mojego lipcowego kursu, to później nie miałam już siły sięgać po następną. A nieprawda! Bo miałam siłę. Sięgnęłam po "Zaginiony Symbol" Dana Browna. Wybrałam tą pozycję ze względu na krótkie rozdziały z nadzieją, że uda mi się skupić na lekturze przynajmniej w autobusie. Na próżno! Brown z kolei, mimo krótkich rozdziałów, pisze szalenie pociągająco i nie można wraz z przystankiem wysiadkowym zamknąć książki i tak po prostu wysiąść.
Zamiar czytania w lipcu umarł śmiercią naturalną.
Ale nastał sierpień.
I choć moja biblioteczka powiększyła się o nową pozycję, zawiera cztery tomy Kena Folletta, za które zabieram się od dobrych trzech lat, to w moje ręce trafił właśnie drugi tom sagi Millennium. A to oznacza, że Larsson wraca do łask. Pierwsze sto stron już za mną. Będę informowała o wrażeniach na bieżąco.
Miałam tak samo. Niemal dokładnie. Po pierwszym tomie połkniętym jednym łykiem od razu zakupiłam drugi tom, ale nastał dla mnie kryzys czytania i odstawiłam książkę. Nawał obowiązków nie pozwalał na czytanie. I choć teraz już od jakiegoś czasu luźniej to jeszcze nie zabrałam się by dokończyć drugi tom. A jest tak blisko, leży obok na nocnej szafce;)
OdpowiedzUsuńa ja wiem że ten drugio tom wciagnie Cię bez reszty... ja przeczytałam wszystkie trzy jeden po drugim i muszę przyznać że jestem zawiedziona ,ze tylko trzy tomy powstały :)) chciałoby się czytac i czytać i czytać ... :)))
OdpowiedzUsuń