poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Z rodziną...

...najlepiej wychodzi się na zdjęciach. Z tą kuzynką, którą odwiedziłam w ostatnią sobotę nie mam żadnego wspólnego zdjęcia. Może to i dobrze?

Nasze kontakty były zazwyczaj bardzo dobre, mimo że jest starsza ode mnie o 13lat - zawsze dało się z nią pogadać, pożartować, nawet czasem się zwierzyć, poradzić. Nie powiem, że się coś popsuło, ale ja może po prostu za bardzo już dorosłam i stać mnie na coś więcej niż zwyczajne przytakiwanie jej tezom na temat życia i trudów z nim związanych (zwłaszcza jej cynicznych uwag na temat rynku pracy w Polsce). Mam swój światopogląd, który z każdym dniem potrafię coraz lepiej bronić używając realnych argumentów. To samo dotyczy oceny różnych zjawisk - czy to społecznych, psychologicznych, czasem nawet gospodarczych. Mam wrażenie, po ostatniej wizycie, że nie może przełknąć tego, że ja, jej zawsze młodsza kuzyneczka, mogę się z nią nie zgodzić i zasypać ją moimi poglądami, których ona nie jest w stanie przyjąć. Nie mówię, że jestem mądrzejsza od niej, nie, nie. To w końcu ona jest starsza i bardziej doświadczona życiem, w wielu sprawach ma rację i szanuję jej zdanie. Chodzi mi po prostu o to... wydaje mi się, że nie może pogodzić się z tym, że już nie jestem w nią wpatrzona jak kiedyś, nie słucham z zapartym tchem tego, co ma do powiedzenia, a nawet ośmielam się zaoponować i wyrazić swoje, odmienne, zdanie.

Zawsze uważałam ją za bardzo nowoczesną. Ją i jej męża. Głównie w sprawach rodzinnych. Pobrali się po 11 latach bycia razem (a znali się praktycznie od małego). Na pierwsze dziecko zdecydowali się dopiero, kiedy ona miała 27 lat, a on 30 - te 10 lat temu wydawało mi się, że to bardzo późno i na tamte lata to podejście dość nowoczesne (takie miałam wtedy po prostu wrażenie), teraz jest to dla mnie norma. Oboje pracują na kierowniczych stanowiskach. Zimą jeżdżą na nartach. Latem nad polskie morze.

Przy tej ich całej "nowoczesności" liczyłam na większe zrozumienie z jej strony, kiedy znowu, po raz kolejny, postanowiła wypytywać mnie o moje sprawy sercowe. Więc, po raz kolejny, postanowiłam wytłumaczyć jej, że chcę sobie poukładać wszystko, co związane z pracą i drugimi studiami, a kiedy już będę widziała na czym stoję i czego chcę i bardziej się uniezależnię, będę mogła myśleć o swoich uczuciach. I nagle się okazało, że w jej nowoczesnym słowniku nie istnieje takie słowo, jak "niezależna kobieta" (aż się boję co by powiedziała na słowo singielka!). Nie można być niezależną singielką, która się realizuje zawodowo, ewentualnie można zostać "starą panną"! Jak to tak, żeby nie mieć męża ani dzieci? Przecież nie można żyć samemu. Tak się nie da!

"-To co? Chcesz zostać starą panną?!"

A ja, tłumiąc to, jak bardzo zabolało mnie to, że mówi o tym tak, jakby znalezienie męża to była bułka z masłem, po kilku sekundach odpowiadam jej:

"-A Twoim zdaniem powinnam zrobić casting na męża?"

No błagam Was, Dziewczęta, może ja jestem jakaś dziwna, ale myślałam, że za mąż wychodzi się z miłości, a nie dla zasady: bo tak trzeba. Ale może się mylę? Wyprowadźcie mnie zatem z błędu.

Owszem, chcę wyjść za mąż, mieć dzieci. Na tyle, na ile zdążyłyście mnie poznać, wiecie, że o niczym innym tak nie marzę, ale są chyba jakieś granice pędu do zamążpójścia!

4 komentarze:

  1. masz bardzo dobre i zdrowe podejscie do sprawy. nie przejmuj sie zdaniem "doswiadczonej" kuzynki, to Twoje zycie i Ty nim pokierujesz tak jak uwazasz za stosowne :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie martw się podejściem kuzynki, ona być może za bardzo ingeruje w Twoje sprawy i nie przyjmuje do wiadomości że nie może już Tobą kierować jak dawniej. Masz swoje życie, swoje sprawy o których możesz nie chcieć rozmawiać nawet z nią... Powinna to zrozumieć skoro jest taka "do przodu" w sprawach życiowych. Nie martw się :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyjdzie czas i odpowiedni kandydat to wyjdziesz za mąż ;) Ja, ponieważ jestem najmłodszą wnuczką Babci, mam same starsze kuzynki, ale żadna nic nie mówi na temat mojego zamążpójścia czy nie. Myślę, że to sprawa osobista i nikomu nic do tego-jedynie rodzice przebąkują, że chcieliby być dziadkami ;)
    W sumie moja kuzynka też rodziła 9 lat temu jako 27latka, a nikt się temu nie dziwił. Może wtedy właśnie zaczęły się pojawiać coraz częściej "starsze" matki.
    Nie przejmuj się, masz bardzo dobre i zdrowe podejście :) A kobiet z takim podejściem jak Ty znam mnóstwo.

    Ola

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak widzisz ludzie się zmieniają, to że kiedyś miała takie a nie inne podejście to nie znaczy ze dalej ma takie samo zdanie. Jest starsza, doroślejsza i potrafi wyciągać wnioski ze swojego postępowania.
    Ale ty absolutnie się nie przejmuj jej gadaniem tylko rób swoje :)))

    OdpowiedzUsuń