Zawsze marzyłam o poukładanym życiu. Praca. Regularne wypady na basen/fitness/zakupy. Wszystko dograne w najmniejszych szczegółach. Czas na pracę. Czas na relaks. Czas dla przyjaciół. Czas, kiedy będę mogła usiąść sobie przed komputerem i na spokojnie napisać notkę, wyrzucić z siebie to, co mnie martwi, cieszy, denerwuje, z kubkiem gorącej herbaty przeczytać, co dzieje się u moich wirtualnych znajomych.
Mrzonki!
C'est ne pas possible!
Liczę, że z marcem przyjdą lepsze czasy. Słońce będzie częściej gościło na naszym niebie. A mnie po prostu będzie chciało się żyć.
Na razie będę sobie jeszcze wegetować. W ciemnościach i szarościach.
Ja też czekam na słońce:-) będzie dobrze::**
OdpowiedzUsuńWiosna coraz bliżej :-)
OdpowiedzUsuńTeż czekam na tę wiosnę. Choć dzieląc aktualny staż i czas dla rodziny i znajomych nie mam czasu prawie na nic innego i tym sposobem dni mijają tak szybko, że nie ogarniam. Nie mam czasu nawet na sen, a najbliższe kilka weekendów mam zaplanowane całkowicie. Czasami się zastanawiam gdzie ten czas dla dzieci i męża miałby się znaleźć?
OdpowiedzUsuńOla