Fitness. To słowo już od dobrych kilku lat nie było mi obce. Najpierw Pilates. Później Shape, Aerobic, itd. Nigdy nie chciałam iść na Zumbę. Nie lubię, gdy coś jest popularne i wszyscy to robią, a szał na Zumbę trwa już jakiś czas. Poza tym moją koordynację ruchową oceniałam dość nisko. Zbyt nisko, żeby odważyć się pójść na Zumbę i się skompromitować. A skompromitować się za własne pieniądze, to mało kto ma na to ochotę. Sprawę załatwiła karta Multisport (to jest naprawdę genialny wynalazek!). Stwierdziłam, że skoro już ją mam, to pójdę.
Poszłam raz na zajęcia. I byłam bardzo rozczarowana. Było ok, ale nie porwało mnie to, ani nie było bardzo fajnie, ani się nie zmęczyłam, ani nie miałam zakwasów. Normalnie bym się już poddała, no ale ta karta... niech mi się chociaż zwróci mój wkład z wypłaty. Postanowiłam dać szansę innemu instruktorowi, tym razem kobiecie (tak, wcześniej byłam u mężczyzny). Po pierwszych zajęciach u Sylwii, mimo że nic nie ogarniałam, wiedziałam, że pójdę jeszcze co najmniej raz. I byłam już tak kilka razy. Najpierw raz w tygodniu. Ostatnio dwa razy. I już od wczoraj nie mogę się doczekać jutra, kiedy znowu pójdę. Więc po prostu przyśpieszę ten proces oczekiwania i położę się spać.
Dobranoc! :)
U mnie nie ma takich kart, ale mam wykupioną kartę na basen od marca i...w marcu byłam dość ostro przeziębiona. Jak przeszło i miałam iść na basen to właśnie w ten dzień złamałam nogę. Karta ważna 3 miesiące,a ja nie wiem czy zdążę chociaż raz pójść :/
OdpowiedzUsuńOla
ja zaczełam ćwiczyć w domu, z Ewa chodakowską, pewnie słyszałaś u niej :D zobaczymy po miesiącu czy będą jakieś efekty.
OdpowiedzUsuńHa, ja też mam instruktorkę zumby Sylwię i jest szalona i świetna :) Ale ja nie mam multisportu... mam nadzieję że jednak będę miała możliwość kontynuowania chodzenia na fitness bo mi się bardzo spodobało :)
OdpowiedzUsuń