niedziela, 11 marca 2012

Weekend, weekend i po weekendzie.

Zapowiadało się niepozornie. Miało też tak być. W sobotę z samego rana w mieszkaniu zostałam już tylko ja. Pomyślałam sobie, że to nawet i lepiej. Będzie spokój, cisza, doskonałe warunki do dokończenia mojej mgr i dopieszczenia kosmetycznych szczegółów, chociaż tak naprawdę nawet jak dziewczyny są w mieszkaniu to nie jest jakoś specjalnie głośno, ale wystarczy spotkać się przy robieniu herbaty w kuchni na pięć minut i wyjść z niej po trzech godzinach ;)

Aż tu nagle odbieram sms'a od koleżanki z seminarium magisterskiego z pytaniem, czy jestem we Wrocławiu. Ostatnio gadałyśmy o tym, że szuka pokoju do wynajęcia od czerwca lub lipca, a że ja właśnie w tym czasie będę migrować na powrót na Śląsk, to może ona by się zainteresowała tym moim pokojem. Więc umówiłyśmy się na popołudnie, na herbatę u mnie.

Ale przecież nie mogłam jej wpuścić do tak zapuszczonego mieszkania! O ile mój pokój i przedpokój jakoś się jeszcze prezentowały, to stan kuchni wołał o pomstę do nieba. Ogarnianie wszystkiego łącznie z wyrzuceniem zaległych trzech worków śmieci, umyciem wszystkich podłóg, umyciem lodówki, próbą umycia tych części pieca, których umyć - o czym już teraz wiem - się nie da i usunięciem osadu z odpływu zlewu (swoją drogą myślałam, że tego usunąć się nie da, a tu proszę, wystarczyło użyć płynu z chlorem!) zajęło mi chyba ponad dwie godziny.

Gdy przyszedł czas na zrobienie obiadu w tej sterylnej kuchni było mi szkoda pracy, którą wykonałam. Pierwszy raz od grudnia, czyli od czasu, kiedy miałam mięsowstręt, zdecydowałam się sama usmażyć jakieś mięso. Oczywiście padło na filet z kurczaka w sosie pieprzowym z ryżem i ogórkiem kiszonym. Przy tej okazji odkryłam dwie rzeczy, pierwszą taką, że nie mam oleju, a drugą następującą: "im bardziej coś niezdrowe, tym smaczniejsze". W związku z brakiem oleju i dodatkowo brakiem chęci i też czasu na wyjście po tenże do sklepu zdecydowałam się usmażyć ten filet na... margarynie (z dodatkiem masła). Tak, wiem, wiem... Jest to strasznie niezdrowe (i jak przeczytałam w internecie "smażyć na margarynie, to jak smażyć na plastiku"), ale smak jest nieporównywalnie lepszy od tego na oleju. Dlaczego tak jest? Że niezdrowe rzeczy są takie dobre? No, ale zakładam, że od jednego fileta usmażonego na margarynie nie umrę. Mam taką nadzieję przynajmniej.

Koleżanka posiedziała u mnie ponad trzy godziny, pogadałyśmy o wszystkim, tzn. głównie ona gadała, a ja wtrącałam swoje trzy grosze do jej monologu. Taka niepozorna się wydawała na początku, a taka wygadana, że hej ;) Niemniej jest z tych osób, których nie da się nie lubić, bo jest naprawdę szczera, miła i chętna do pomocy. Właściwie już pierwszego dnia, kiedy się poznałyśmy zaoferowała mi pożyczenie książki, która mogłaby mi się przydać do mgr, a mało jest takich ludzi.

W każdym razie, kiedy już ją odprowadziłam na przystanek, wróciłam do mieszkania i nalałam sobie kulturalnie trochę wina, odebrałam dziwną wiadomość od mojego przyjaciela W. (o którym pisałam, o, tutaj i tutaj). Kiedy do niego zadzwoniłam okazało się, że chodziło mu tylko o to, że wczoraj był podobno Dzień Mężczyzny, a ja o nim zapomniałam. Niemniej przegadaliśmy chyba z pół godziny - jak zwykle z resztą. I tak mnie to zmęczyło, że byłam w stanie tylko pościelić sobie łóżko i się położyć.

Dziś z rana, kiedy już w końcu zwlekłam (albo zwlokłam?) się z łóżka, czyli ok. 10 dopiero (nie lubię wstawać później niż o 8:30, bo jestem cały dzień później zmęczona i rozespana), przemyślałam wszystkie za i przeciw spędzenia niedzieli samotnie i napisałam sms'a do innej koleżanki, czy jest dziś we Wrocławiu, że może miałaby ochotę się spotkać. I tak oto czekając umówiona na kolejną herbatę na kolejne weekendowe popołudnie spędziłam połowę niedzieli.

A magisterka? Hmm... jutro też jest przecież dzień ;)

2 komentarze:

  1. Magisterka nie zając... a spotkania z przyjaciółmi - bezcenne :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale fajnie czyta się Twoje notki Klaudio! Ponadrabiałam zaległości i się uśmiecham. :)
    Zwłaszcza z jazdy samochodem (tyż lubię) no i spokojnego dnia, który spokojnym wcale nie był. ;) Ale czasem lepiej właśnie tak.

    Pozdrawiam cieplutko. U nas też już wiosna! :)

    OdpowiedzUsuń